Tradycyjna muzyka ludowa mimo że zachowawcza, również podlega zmianom. Zwróciwszy uwagę na sposób, w jaki była ona i jest przekazywana, niesamowite jest w jak małym stopniu melodie się zmieniły. Wiadomo to z nagrań archiwalnych oraz muzyki, jaką jeszcze dziś można nagrać w terenie. Transmisja międzypokoleniowa to przekaz ustny czyli nauka ze słuchu. Nie zapisywano niczego nutami. Pieśni obrzędowe np. oczepinowe musiały być bardzo dokładnie odśpiewane, według przekazu, bo to gwarantowało ich skuteczność.
Ale inny repertuar już nie bywał tak skrupulatnie kopiowany albo np. jak przyśpiewki, wymagał aktualizowania treści, a więc improwizacji. Tradycja jest wiedzą, trzeba ją zdobyć, aby wiedzieć co, kiedy i jak śpiewać czy zagrać. To nie jest wykonywanie muzyki według siebie, chociaż na osobowość i wkład własny jest i tam miejsce.
Kiedy zanikać zaczęły obrzędy i zmieniał się styl życia, muzyka również uległa przemianom. Znajomość tradycji topniała i pozostała przy nielicznych. To tak w dużym uproszczeniu. Z czasem pojawiły się adaptacje sceniczne muzyki tradycyjnej. Powstały zespoły, które przede wszystkim zajmowały się prezentowaniem muzyki publiczności. Oglądanie to nie to samo, co śpiewanie czy wspólny taniec. Ponieważ muzyka zanikała na wsi, odchodziły osoby ją znające, zespoły zaczęły poszukiwać repertuaru. I tu pomysłowość była w cenie: każdą znalezioną melodię można było „zagospodarować”. Nieważne czy to pieśń, czy melodia do tańca. Można było zacząć grać, to co śpiewano a capella. Można było zmienić kilka dźwięków, żeby się paniom wygodniej, łatwiej śpiewało. Taka kolej rzeczy. A my możemy się bawić w śledzenie tych ścieżek przemian, kluczyć, bo one się nadal rozrastają.
Nagranie z archiwum Iwony Wylęgały, Biestrzynnik, 21.03 2018




